VIDEO

Dlaczego

Pętla to jeden z tych filmów, które można uznać za najbardziej reprezentatywne w twórczości Patryka Vegi. Zarówno fani reżysera, jak i czołowi polscy krytycy bez trudu potrafią wskazać kilka kluczowych elementów, jakie wyróżniają produkcje Vegi na tle konkurencji. Pytanie o to, na ile owe elementy świadczą o wysokiej jakości artystycznej (bądź jej całkowitym braku), pozostaje otwarte. Nie da się natomiast zaprzeczyć, że seanse Pętli przyciągnęły do kin milionową publiczność.

Dwieście procent Vegi

W jednej z internetowych recenzji Pętli czytamy, że obraz ten zawiera 200% składników charakteryzujących wcześniejsze dokonania warszawskiego filmowca. Zarzut wtórności i permanentnych auto cytatów pojawia się w odniesieniu do tej produkcji nader często, co mogłoby sugerować, że Patryk Vega – przynajmniej w tym momencie – nie ma swojemu audytorium nic nowego do zaproponowania. Widzowie nie wydają się jednak zniechęceni brakiem świeżych pomysłów; większość z nich przyjęła Pętlę z entuzjazmem.

W czym tkwi zatem tajemnica sukcesu obrazu z 2020 roku? Przede wszystkim w jego gatunkowej jednorodności: Pętla to czyste kino akcji, pozbawione jakichkolwiek domieszek dramatyzmu czy prób uprawiania pogłębionej psychologii postaci. Wszystko dzieje się w błyskawicznym tempie, w sposób najbardziej brutalny z możliwych, z odmalowaniem przedstawianych wydarzeń w obowiązkowej tonacji czerni i bieli. Recenzenci mogą na to pomstować do woli, natomiast dla tłumów odbiorców taki schemat okazuje się po prostu bardzo przyjemny.

Daniel Ś., czyli zły gliniarz

Głównym bohaterem Pętli jest Daniel Śnieżek, funkcjonariusz rzeszowskiego oddziału Centralnego Biura Śledczego Policji, który decyduje się podjąć nielegalną współpracę z dwoma ukraińskimi sutenerami. W zamian za bezkarność, bracia bliźniacy oferują swojemu protektorowi wysoki standard życia: darmowe wieczory z prostytutkami, nielimitowane używki i wszechogarniające poczucie osobistego sukcesu. Dobra passa Śnieżka nie trwa jednak długo; po krótkotrwałym epizodzie triumfu przychodzi bolesny upadek, wyrażający się więzienną odsiadką i społecznym napiętnowaniem. Pętla sięga nawet w finale po przypowieść o synu marnotrawnym, za pomocą której sugeruje głęboką przemianę wewnętrzną naszego bohatera.

W tak zarysowanych ramach fabularnych mieszczą się wszelkie smaczki stylu Patryka Vegi: upodobanie do brutalnego seksu, sadystycznej przemocy, wyjątkowo niecenzuralnego języka. Ich zagęszczenie sprawia, że właściwy temat filmu – głośna do niedawna afera podkarpacka – zdaje się całkowicie zniknąć z oczu. Twórcy Pętli nie troszczą się zbytnio o realizm tworzonych przez siebie scen; w zamian serwują nam pokaz degrengolady i nihilizmu. Zgodnie z ich koncepcją, ma być ostro, bezlitośnie i bezpardonowo. Od pierwszej do ostatniej sekundy seansu.

Czy Pętla jest więc warta uwagi? Na pewno tak, o ile nie mieliśmy w przeszłości okazji zetknąć się z produkcjami Patryka Vegi. Bądź co bądź, mowa przecież o jednym z najbardziej kasowych twórców młodego pokolenia.